Na „Korzennym Szlaku”

Dwie strony instrukcji i sporo dobrej zabawy – tak w skrócie można by opisać grę „Century: Korzenny Szlak”. Odkrywamy w niej uroki i bogactwa tytułowego szlaku, handlując przyprawami. Skuteczność naszych działań zależy tu w dużej mierze od zbudowania odpowiedniej „ręki” i skutecznego wykorzystania zdobytych kart w celu pozyskania przypraw, pozwalających na osiągnięcie bogactwa i zwycięstwo w całej rozgrywce.

„Century” to gra dla 2 do 5 osób. Jej autorem jest Emerson Matsuuchi, a polskim wydawcą Cube Factory of Ideas. Przeurocze ilustracje są dziełem Fernandy Suarez, ilustratorki znanej już m.in. z gry „Ashes: Odrodzenie z popiołów”. To właśnie ilustracje oraz dobrej jakości wykonanie gry w połączeniu z mechaniką, jaka została w niej wykorzystana sprawiają, że obok „Korzennego Szlaku” trudno przejść obojętnie. Grę okrzyknięto nawet „Splendor-killerem”. Tej dyskusyjnej kwestii nie będziemy jednak poruszać w naszej recenzji. Swoją drogą te gry są na tyle różne, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby w swojej kolekcji posiadać i „Splendor”, i „Korzenny Szlak”.


Od kurkumy po cynamon
W pudełku z „Century”, gdyby nie dopasowana do zawartości wypraska, świeciło by trochę pustką. Nie jest to jednak nic wyjątkowego. Podobny „zabieg wydawniczy” można zauważyć w wielu innych grach planszowych. Doskonałym tego przykładem jest chociażby gra „Fuse” wydana w Polsce przez Portal, gdzie w pudełku – oprócz komponentów samej gry – można spokojnie zmieścić jeszcze kilka innych karcianek. Swoją drogą to przydatna opcja na rozmaite wyjazdy urlopowe i wakacyjne, na które chcemy zabrać kilka gier, przy jednoczesnej oszczędności miejsca w bagażu. Po wyjęciu wypraski, pudełko od „Century” może spełniać właśnie taką „funkcję”.
Nie zmienia to jednak faktu, że elementy które otrzymujemy wraz z „Korzennym Szlakiem” są świetnie wykonane. To akurat olbrzymia zaleta tej planszówki. Ma to jednak swoje odzwierciedlenie w dość wysokiej cenie gry. Mamy tutaj metalowe monety, sporo drewnianych kostek, plastikowe miseczki oraz talię blisko 100 kart w „tarotowych” rozmiarach (pasujące koszulki to 70 × 120 mm). Kostki w 4 kolorach symbolizują 4 przyprawy: żółte – kurkumę, czerwone – szafran, zielone – kardamon, a brązowe – cynamon. Kolejność wymienianych przed chwilą przypraw nie jest przypadkowa – uwzględnia ich wartość. Najmniej wartościową jest kurkuma, a najcenniejszą cynamon.

Wśród kart mamy Karawany (po jednej dla każdego gracza), na których przewożone są przyprawy. Na jednej Karawanie może być jednocześnie przechowywanych do 10 kostek przypraw. Jedna z kart Karawany ma specjalny symbol oznaczający pierwszego gracza. Zatem teoretycznie pierwszy gracz nie może wybrać sobie karty z inną grafiką. Cóż, to jednak tylko mały szczegół. Instrukcja zaleca po prostu losowo rozdać karty Karawan, a ten kto otrzyma kartę z odpowiednim symbolem, zostaje pierwszym graczem. W sumie jest to też dobre rozwiązanie, kiedy los decyduje o pierwszeństwie w grze, a nie na przykład wiek graczy, albo to czy ktoś oglądał ostatnio jakiś film o Marsie itp.
Kluczowym elementem gry są jednak karty Bogactwa, dające punkty zwycięstwa na koniec gry. Oprócz nich są jeszcze karty Przypraw, Ulepszeń i karty Handlu. Pierwsze dają nam po prostu odpowiednie przyprawy, drugie pozwalają „ulepszyć” posiadane przez graczy kostki przypraw, a trzecie umożliwiają wymianę kostek w jakimś konkretnym kolorze (lub kolorach) na inne określone kostki. Na starcie każdy gracz ma identyczną parę kart na ręku – po jednej karcie Przypraw i Ulepszenia.

Przyprawiamy swoje talie
W „Korzennym Szlaku” mamy do czynienia z mechaniką deck-buildingu, czyli po prostu z „budowaniem talii”. Gra toczy się bardzo płynnie, praktycznie niezależnie od liczby graczy, ponieważ każdy ma do przeprowadzenia w swoim ruchu tylko jedną, szybką akcję. No chyba, że trafimy na wyjątkowych myślicieli, to wówczas przy większej liczbie graczy tempo rozgrywki może być nieco mniejsze.
Jakie akcje mamy do wykonania? Możemy zagrać kartę z ręki. Wówczas wykładamy ją odkrytą przed sobą i wykonujemy działanie, które przedstawia, np. ulepszenie dwóch kostek żółtych na dwie czerwone. Zamiast tego możemy nabyć kartę Kupiecką (z Ulepszeniem lub Handlem). Zastosowano przy tym bardzo ciekawy sposób zapłaty za nabywane karty, które wyłożone są w liczbie 6 sztuk w odkrytym rzędzie. Płacimy za pomocą posiadanych w Karawanie kostek przypraw. Im bardziej na prawo położona jest karta, tym jest ona droższa. Płacąc za wybraną kartę należy na każdej karcie Kupieckiej, która leży na lewo od kupowanej karty, położyć jedną kostkę przypraw (np. pierwsza karta od lewej jest darmowa, a piąta karta od lewej kosztuje 4 przyprawy, które rozdziela się po jednej na kolejnych poprzedzających ją kartach). „Łańcuch kart” jednak się przesuwa i początkowo drogie karty będą po jakimś czasie taniały. Dlaczego? Po zakupie karty i zabraniu jej ze stołu przez gracza, pozostałe karty są przesuwane w kierunku skrajnej lewej, a puste miejsce uzupełnia się nową kartą z zakrytej talii kart Kupieckich. Co najlepsze, kupując jakąś kartę zabieramy również przyprawy, które zostały na niej zgromadzone przez opłacanie innych kart w rzędzie. Na niektórych kartach może więc zebrać się kilka kostek przypraw. Czasem nawet warto nabyć za darmo pierwszą kartę od lewej tylko po to, by otrzymać przyprawy, które zostały na niej odłożone.

W ramach swojej akcji możemy nabyć kartę Bogactwa. Kupujemy ją za posiadane przyprawy w odpowiednim kolorze. Kart tych mamy zawsze 5 do wyboru. Skrajna lewa przynosi dodatkowe 3 punkty (dzięki złotej monecie), a druga od lewej daje zawsze 1 dodatkowy punkt (dzięki srebrnej monecie). Po zakupie karty Bogactwa dokładamy kolejną analogicznie jak w wypadku kart Kupieckich (przesuwając w lewo te, które zostały na stole).
Jako akcja traktowany jest też jest Odpoczynek, czyli po prostu zebranie z powrotem do ręki kart, które zostały dotychczas przez nas zagrane. W skrócie – zagrywamy i kupujemy karty, a po pewnym czasie „odpoczywamy”, by nabyte i zagrane karty mieć znów dostępne do gry.

Dla każdego coś dobrego
Solą gry jest wspomniana już mechanika budowania talii połączona z handlowaniem i wymianą przypraw. Z pewnością spotkacie się z sytuacją, że na początku rozgrywki każdy z graczy będzie starał się zbudować swoją optymalną talię kart, która pozwoli mu na zdobycie odpowiednich przypraw w jak najkrótszym czasie, by móc nabywać jak najcenniejsze karty Bogactwa punktujące na koniec gry. Jednak na pewnym etapie rozgrywki gracze przestaną już nabywać karty Handlu i Ulepszeń z dolnego rzędu, skupiając się na jak najszybszym „przetworzeniu” dóbr na te, które zostaną wydane na pożądane karty Bogactwa. No może od czasu do czasu ktoś nabędzie jeszcze jakąś kartę, ale dalsza część gry to już bardziej wyścig o pozyskanie jak najcenniejszych kart Bogactwa, a nie ciągłe budowanie talii. W dalszej fazie gry nie ma już zbyt wiele czasu by marnować ruch i przyprawy na kupowanie kart Ulepszeń i kart Handlu.


Gra bardzo dobrze działa niezależnie od liczby graczy. Początkową kolejność wykonywania akcji przez graczy w „Korzennym Szlaku” zrównoważono poprzez zróżnicowanie startowej liczby przypraw u każdego z uczestników rozgrywki. Pierwszy gracz otrzymuje 3 żółte kostki (kurkumy), drugi i trzeci 4 żółte kostki, a czwarty i piąty dostają na starcie 3 żółte i 1 czerwoną (szafran). Inna jest też liczba kart Bogactwa, jaką jeden z graczy musi zdobyć, by zainicjować koniec rozgrywki. Przy 2 lub 3 graczach jest to 6 kart Bogactwa, a przy 4 lub 5 graczach 5 kart Bogactwa. Kolejnym elementem jest liczba złotych i srebrnych monet, jakie biorą udział w grze i dołączane są do skrajnych kart Bogactwa. Monet każdego koloru jest zawsze dwa razy więcej niż graczy. Oczywiście im więcej osób bierze udział w grze, tym bardziej dynamicznie zmienia się sytuacja wśród odkrytych kart na stole. Jednak frajda z rozgrywki jest równie duża w dwie, jak i w więcej osób.
„Century”, mimo uroczych grafik, raczej nie jest grą z wyraźnie zaznaczonym klimatem. Podczas rozgrywki rzadko używaliśmy oryginalnych nazw przypraw. Kurkuma, szafran? Dla nas to były po prostu kostki w odpowiednim kolorze, które wymienialiśmy i pozyskiwaliśmy wykonując rozmaite akcje. W końcu temat gry nie jest tu najważniejszy, a właśnie mechanika, która pozwala na zarządzanie posiadanymi kosteczkami.
Sporym mankamentem jest cena gry. Owszem, jest ona uzasadniona jakością wykonania elementów, jakie znajdują się w pudełku. Mamy solidne karty, plastikowe miseczki, czy wreszcie metalowe monety, tyle że miseczek mogłoby na dobrą sprawę nie być, karty mogłyby być mniejsze, bardziej standardowe, a zamiast metalowych monet mogłyby być po prostu ich kartonowe odpowiedniki. Tym bardziej, że monety to akurat nie najważniejszy element mechaniki „Korzennego Szlaku”, bo służą tu jedynie do oznaczania dodatkowych punktów przy pozyskiwaniu kart Bogactwa.


Dzięki prostym i klarownym zasadom „Century” to gra dobra zarówno dla tych bardziej, jak i mniej zaawansowanych planszówkowiczów. Może też być bardzo dobrym wprowadzeniem w planszówkową przygodę dla zupełnie nowych graczy. Proste zasady, a jednocześnie spore możliwości kombinowania sprawiają, że mimo losowości kart pojawiających się na stole, podczas rozgrywki sporo zależy od decyzji podejmowanych przez graczy.
„Korzenny Szlak” to pierwsza gra z zapowiedzianej przez wydawcę „planszowkowej trylogii”. Z zapowiedzi wynika, że kolejny tytuł z tej serii będzie nie tylko osobną grą, ale będzie również kompatybilny z „Korzennym Szlakiem” i jego deck-buildingową mechaniką. Jestem bardzo ciekawy jak będzie funkcjonowało „Century” w takim planszówkowym „tandemie”. Z pewnością gra stanie się wówczas nieco bardziej złożona i rozbudowana, co może tylko odpowiednio „doprawić” niniejszą grę o przyprawach i uczynić ją jeszcze bardziej interesującą. Niestety nowy tytuł ma zostać wydany dopiero w przyszłym roku. Czekam więc (nie)cierpliwie…


W ofercie wydawcy ma pojawić się też „playmata” do gry, na której naniesione są miejsca na odpowiednie karty, monety i miseczki z przyprawami. Taka plansza wizualnie uatrakcyjni rozgrywkę, ale nie jest do niej niezbędna. Troszkę obawiam się jednak o polską cenę planszy do „Korzennego szlaku”, ponieważ jej koszt na stronie zagranicznego wydawcy to obecnie blisko 30 dolarów.
Na koniec jeszcze słówko o samym wykonaniu, a dokładniej o wyprasce na elementy gry. Dzięki niej wszystko jest na swoim miejscu. Jednak po obłożeniu kart w koszulki trzeba się jej pozbyć, bo te już się w niej nie mieszczą. Cóż, jak już wspomniałem, wtedy mamy spokojnie miejsce na jeszcze inne karcianki czy planszówki, a w przyszłości może właśnie na kolejną grę z serii „Century”.

Zalety i wady gry „Century: Korzenny Szlak”:
(+) dobra zarówno dla zaawansowanych, jak i początkujących planszówkowiczów
(+) sprawdzi się jako tzw. „gateway”
(+) proste zasady, a mnóstwo kombinowania
(+) piękne wydanie
(-) cena gry
(-) słabo z klimatem rozgrywki

Nasza ocena gry: 4

Udostępnij na:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *